Ta witryna używa plików cookie. Kontynuując jej przeglądanie, wyrażasz zgodę na używanie przez nas tych plików. Dowiedz się więcej tutaj.

Group 16 Created with Sketch.
arrow-smallwróć
scroll down Rectangle 16 Created with Sketch.

Następna stacja – wybory

Nikogo nie zaskoczył ponowny wybór Vladimira Putina w Rosji, Recepa Erdogana w Turcji i Viktora Orbana na Węgrzech. Włosi wybrali członków swojego parlamentu, Czesi Senatu, a w Izraelu zaszły zmiany na poziomie władzy samorządowej. O tym czytamy w mediach. Ta coraz bardziej świadoma swojego potencjału czwarta władza, nigdy już nie będzie obojętna na wariacje natury politycznej – każdy seans agitacyjno-informacyjny to okres żniw dla mediów. Telewizja, radio, Internet i prasa z wielomiesięcznym wyprzedzeniem przygotowują się do obsługi redakcyjnej sezonu wyborczego. Szykuje się niełatwy czas, bowiem na krajowym podwórku będziemy mieć do czynienia z historycznym maratonem wyborczym, zapoczątkowanym przez wybory samorządowe w 2018 r. W niedalekiej przyszłości Polacy wybiorą także członków parlamentu europejskiego (2019 r.), przedstawicieli do Sejmu i Senatu (2019 r.) oraz prezydenta (2020 r.). Okres intensyfikacji działań wyborczych oznacza pracę w biegu, szybkie podejmowanie decyzji, udział w kilku konferencjach dziennie. W takim tempie łatwo o błędy, czego przykładem są między innymi wpadki dwóch kandydatów na prezydenta Warszawy – Patryka Jakiego i Rafała Trzaskowskiego. Skupmy się na pomyłkach, nie na kandydatach. Czy błędy w kampaniach wyborczych są zawsze, czy też da się ich uniknąć?

Życie w epoce skondensowanych treści przypomina jazdę metrem. Przez szyby wagonów obojętnie patrzymy na rozwieszone wzdłuż peronu reklamy, które przelatują przed oczami jak klisza. Polityk ma trudne wyzwanie, bo w tym mignięciu musi uzyskać nie tylko emocjonalną, ale także intelektualną akceptację swoich wyborców. Jak ma to zrobić?

Oprócz elementarza każdego polityka – gestów, mimiki, intonacji i multimedialnego zaplecza są aspekty pierwszorzędne, odnoszące się do jakości merytorycznej przekazu, od których nie da się odwrócić uwagi.

Nie tak dawno podczas wizyty na warszawskich Stokłosach, Rafał Trzaskowski powitał potencjalnych wyborców w zgoła innym miejscu – Chciałem Państwa serdecznie powitać na Kabatach – powiedział. Innym razem zapytany, gdzie znajduje się ul. Marymoncka, błędnie wskazał na Śródmieście – Marymoncka? To pewnie podchwytliwe pytanie, więc domyślam się, że to nie jest Marymont – powiedział.

Topografia dała się we znaki także Patrykowi Jakiemu, który zaproszony do programu ,,Klasa’’ nie potrafił ułożyć stacji warszawskiego metra we właściwej kolejności. Przykładów było więcej, czego kolejnym dowodem jest nietrafiony spot kandydata PiS-u. Zamiast warszawskiej Pragi w materiale umieścił zdjęcia czeskiej stolicy. Spacerujący w tle warszawiacy pochodzili z niemieckich banków zdjęć, a za urbanistyczny przykład dla Warszawy stawiał leżący nad Dunajcem Budapeszt. Na takich fundamentach trudno budować zaufanie. Błędy są odbierane jako ignorancja. Kandydatom zabrakło rzetelnego przygotowania i systematyczności. Nie uzupełniali swoich braków, przez co niemal do samego końca politycznej walki nie potrafili zlokalizować podstawowych warszawskich obiektów.

Może się wydawać, że Internet jest łatwiejszą sferą do prowadzenia agitacji wyborczej – wszak post w kanale społecznościowym może wygenerować każdy. Przekaz osoby publicznej umieszczony w social mediach to forma zaplanowana, przemyślana i skonsultowana przynajmniej pod względem językowym. Tymczasem okazuje się, że część materiałów pozostaje niesprawdzona, przez co do sieci przedostają się kompromitujące wpisy. Kandydat PiS-u po spotkaniu z mieszkańcami Ursynowa zapowiedział na Twitterze budowę zagadkowego tworu –„Południowa Obwodnica Warszawy będzie miała #TunelzFilterem”. Nic jednak nie równa się ,,hatakumbie’’, której Patryk Jaki użył, by określić zdewastowany obraz Polski w okresie II Wojny Światowej. Zamiast erudycji mamy do czynienia z niefortunną odmianą i zabawną neologizacją. Sztabowcom Rafała Trzaskowskiego również nie udało się dopilnować wszystkiego. W jednej ze swoich pierwszych kampanijnych relacji na Twitterze napisał – dziś spacerujemy w Zakopanym. Ten mały lapsus wywołał falę krytyki w Internecie, zwłaszcza że owa błędna forma jest na tyle częsta, że powinna zostać wychwycona. Miesiąc później kandydat na tym samym profilu poinformował, że 15 sierpnia przebywał pod pomnikiem generała Józefa Piłsudskiego (Piłsudski, jak wiadomo, miał stopień marszałka).

Oprócz warstwy merytorycznej i językowej, kolejny ważny obszar to stosowność. Naruszenie kwestii stylistycznej przejawia się w niezgrabnym łączeniu kontekstów. Wydaje się, że zdarzenie z Parku Praskiego przekroczyło granicę akceptacji. Kandydat PiS-u, by zachęcić do pójścia na wybory, posłużył się niespodziewanym przykładem. Decyzyjność w kwestii wyborów samorządowych porównał do heroicznej walki powstańczej. ,,Warszawiacy podczas powstania mogli podjąć decyzję: <zostajemy w domu, będziemy pilnowali żeby tylko nam się nic nie stało>. Ale nie, masowo chwycili za broń. A wiecie państwo dlaczego? Dlatego, że kochali Warszawę, dlatego zawsze chcieli stanąć w obronie bliźnich. My dzisiaj stoimy przed podobnym wyborem” – mówił Jaki. Temat II wojny jest trudny. Sposób ujęcia danej kwestii zniesmaczył niejednego słuchacza. Nadużyty symbol uczynił całość lekceważącym wyolbrzymieniem. Hiperbola jako środek ma swoje uzasadnienie, ale w tym przypadku przypomina strzelanie do wróbli. Wyczucie chwili i delikatność to czynniki, które trzeba mieć na uwadze.

Niekonsekwentne użycie danego sformułowania skutkuje mnogością jego interpretacji. Otwiera to furtkę do umieszczenia przekazu w niepożądanym kontekście. Tak stało się ze słowami Rafała Trzaskowskiego – ,,zabiegam o poparcie warszawiaków, tych z krwi i kości’’. Cytat okazał się idealną pożywką dla opozycji. Stanowił przykład rzekomego faworyzowania przez kandydata PO rodzimych mieszkańców stolicy. Wniosek był jeden – polityk jest nieprzychylny osobom przyjezdnym. Pojawiły się prześmiewcze memy, przedstawiające m.in. Trzaskowskiego w autobusie, który zamiast numeru wyświetla napis – ,,tylko dla warszawiaków od piątego pokolenia’’. Sugerowano, by główne hasło ,,Warszawa dla wszystkich’’, zastąpić ,,Warszawą dla tych z krwi i kości’’. W tym przypadku Trzaskowski sugeruje, że część mieszkańców jest uprzywilejowana – chociaż najpewniej nie to jest jego intencją. Jak widać w przekazach medialnych, niezwykle ważne są precyzyjność i holistyczne spojrzenie na dany wątek. By uniknąć pejoratywnych skojarzeń oraz dwuznaczności, należy pamiętać o wielowymiarowości zagadnienia i różnicy wynikającej z kontekstów. Znając główne założenia kampanii i wiedząc, w której warstwie emocji jest ona osadzona, jesteśmy w stanie stworzyć bazę bezpiecznych porównań. Lepiej zrobić to z wyprzedzeniem, niż silić się na błyskotliwość ad hoc.

Ludzie wierzą, że można stargetować wszystkie grupy i ułożyć perfekcyjny kalendarz komunikacji. To niemożliwe – świat polityki jest zbyt dynamiczny. Wybory to dla eksperta czas szczególny – w użyciu są wtedy wszystkie mocne karty – silne konteksty kulturowe, kontrowersje, fakty historyczne. Warto jednak pamiętać, że tak newralgicznym aspektom należy się szacunek. Nie jesteśmy też w stanie zwolnić tempa i spowodować, by osoby czuwające nad aktywnością polityków mogły pracować spokojniej. Wręcz przeciwnie – nasze metro osiąga coraz większą prędkość, a wagonu nie da się niepostrzeżenie zatrzymać. Jeśli wyrządzimy szkody, pociągając za czerwoną wajchę, trzeba się z nimi zmierzyć. Warto wypracować mechanizm post factum i pamiętać o weryfikacji materiałów wstecz, bo trup w szafie może przeleżeć parę tygodni, a nawet – wpłynąć na wynik wyborów.

Monika Miłosz