Ta witryna używa plików cookie. Kontynuując jej przeglądanie, wyrażasz zgodę na używanie przez nas tych plików. Dowiedz się więcej tutaj.

Group 16 Created with Sketch.
arrow-smallwróć
scroll down Rectangle 16 Created with Sketch.

Podatki nowoczesnego Polaka. Czyli kto komu kradnie?

To zastanawiające, jak wielu Polaków uznaje siebie za patriotów, przy okazji na wszelkie możliwe sposoby starając się wykiwać fiskusa. A przecież to właśnie uczciwe płacenie podatków jest jednym z przejawów patriotyzmu.

Wpis przygotowany dla portalu natemat.pl

Wedle szacunków przedstawionych przez prof. Friedricha Schneidera z Johannes Kepler Universität w Linzu rozmiar szarej strefy w Polsce to równowartość 23 proc. rocznego PKB naszego kraju. Uwzględniając skłonność Polaków do kombinowania jest to całkiem niezły wynik – aż w 8 innych państwach należących do Unii Europejskiej szara strefa jest większa. Jednak nie ma też powodów do świętowania, bo średnia unijna wynosi 17,9 proc.

 

Grosz zaufania
W idealnym świecie system podatkowy opierałby się na zaufaniu: obywateli do państwa (że pieniądze zostaną dobrze wydane) i państwa do obywateli (że będą karnie płacić). Oczywiście praktyka wygląda zupełnie inaczej. Schodząc z obłoków na naszą polską ziemię: obywatele nie chcą płacić wysokich podatków bo wiedzą, że ich pieniądze zostaną zmarnotrawione. Państwo wie, że podatnicy to wiedzą, dlatego nie ma do nich, i to chyba w tym kontekście odpowiednie określenie, za grosz zaufania. I tak w kółko.

 

Jak wyliczyła firma doradcza Grant Thornton, przez cały 2015 rok w Polsce powstało 1749 aktów prawnych. W Szwecji – 136. W tym szale ustawodawczym ginie jedna z podstawowych zasad dobrego systemu podatkowego: przepisy powinny być na tyle proste, żeby podatnik mógł je łatwo przyswoić.

Przekonanie obywateli o tym, że ich pieniądze zostaną zmarnotrawione, wynika z dwóch kwestii. Jedni nie wierzą w skuteczność redystrybucji pobranych środków („bo i tak trafią do urzędników, partii i polityków, a nie do ludzi”). Inni uznają, że w ramach tej redystrybucji trafią one do osób, którym się nie należą (przykład ostatni: dyskusja o programie 500+). Istnieje również mieszana forma argumentacji: że to, czego nie zabiorą urzędnicy oraz politycy i tak trafi nie do tych ludzi co trzeba. Oraz forma skrócona: jeśli ktoś nie chce zawracać sobie głowy powyższymi niuansami po prostu stwierdzi, że „państwo kradnie”. Do tego wszystkiego warto jeszcze dodać ciągłe dążenie Polaków do „oszukiwania wrogiego systemu”. Takie przekonanie w czasach zaborów, okupacji i PRL mogło mieć uzasadnienie. Obecnie już go brak – ale nawyk pozostał.

 

Oczywiście przy odmalowywaniu obrazu powszechnego braku zaufania wszystkich wobec wszystkich nie może też zabraknąć wzmianki o ustawodawcy. Ostatnio usłyszeliśmy, że podwyższenie kwoty wolnej od podatku dla posłów i senatorów wynika z ich ciężkiej pracy. Faktycznie, uchwalanie dziesiątków tysięcy stron przepisów musi zmęczyć. Jeszcze bardziej męczą się obywatele (w tym podatnicy), którzy przez ten gąszcz muszą później przebrnąć i, o zgrozo, zrozumieć. Jak wyliczyła firma doradcza Grant Thornton, przez cały 2015 rok w Polsce powstało 1749 aktów prawnych. W Szwecji – 136. W tym szale ustawodawczym ginie jedna z podstawowych zasad dobrego systemu podatkowego: przepisy powinny być na tyle proste, żeby podatnik mógł je łatwo przyswoić.

 

Poza obywatelami ta nadprodukcja prawa przyprawia o ból głowy także urzędników, którzy na podstawie tych przepisów muszą podejmować decyzje. I tu kolejny wniosek: nieważne, jak miła będzie pani z okienka w oddziale ZUS, i tak będziemy nienawidzić tej instytucji za to, że każe nam wypełniać formularze, załączniki, załączniki do załączników a na koniec wszystko poprawiać na jeszcze innym formularzu. Tylko wspomniana pani z okienka nie ma żadnego wpływu na kształt tych przepisów – do jej obowiązków należy ich egzekwowanie, nawet jeśli są całkowicie absurdalne.

 

Jednak urzędnicy także nie są bez winy. Ile to razy czytaliśmy o przedsiębiorcach poszkodowanych przez ich błędne decyzje, albo co gorsza o tym, że urzędnicy nie ponoszą odpowiedzialności za swoje rażące błędy? Rekordem jest firma Centrozap (obecnie Ideon), która udowodniła, że skarbówka bezprawnie nałożyła na nią ponad 80 mln zł kar. I wywalczyła 55 mln zł odszkodowania z budżetu państwa, który w głównej mierze składa się z naszych podatków. Co swoją drogą jest argumentem dla wspomnianych na samym początku osób, wedle których podatki nie trafiają do osób potrzebujących i są marnotrawione (bo za błędne decyzje urzędnik powinien płacić sam). I w ten symboliczny sposób zamykamy swego rodzaju pętlę (podatkową).

 

Kto bez winy niech pierwszy…

Tak przedstawia się schemat grup, na działalności których opiera się każdy system podatkowy. Jest on dość skomplikowany, a to i tak uproszczona wersja. Oczywiście nigdy nie dojdziemy do sytuacji idealnej, w której podatnicy płacą podatki z własnej nieprzymuszonej woli (bo w ich przekonaniu pieniądze będą słusznie i skutecznie wydane). Jednak powinniśmy do takiego modelu dążyć. Z pewnością pomogłyby działania informacyjne rządu, który w sposób przyswajalny i regularny informowałby opinię publiczną o wykonaniu budżetu i uzmysłowił podatnikom, na co wydawane są ich pieniądze (te informacje i tak są dostępne, jednak ich forma odstręczyłaby przeciętnego Kowalskiego).

 

Niezależnie od ekipy rządzącej w danym momencie, zawsze będzie istniała grupa osób niezadowolonych z bieżącej polityki fiskalnej. Jednak trochę więcej komunikacyjnego wysiłku pomogłoby w zwiększeniu świadomości, na co wydawane są nasze pieniądze. I co za tym idzie przyczyniło się do wzrostu zaufania do administracji państwowej i lepszego funkcjonowania całego systemu podatkowego.

Autor

Karol Schwann